Historia rejonu PPN

Lata powojenne  

Działalność podziemia niepodległościowego po wkroczeniu na teren Lubelszczyzny Armii Czerwonej.

Wkrótce po wkroczeniu na tereny Lubelszczyzny wojsk sowieckich, nowa, odgórnie mianowana komunistyczna władza rozpoczęła represje wobec niepodległościowego podziemia. Na przełomie lata i jesieni 1944 r. nastąpiła fala aresztowań wymierzona w przeciwników reżimu komunistycznego. Sprawnie przeprowadzona akcja, a do tego zamieszanie wynikające ze zmiany oprawcy nazistowskiego na tego sterowanego z Moskwy, wymuszało przystosowanie się do nowych warunków oddziałów niepodległościowego podziemia. Po okresie zaskoczenia skalą i skutecznością tych działań, a także dodatkowym zmieszaniem wynikającym z rozwiązania Armii Krajowej, dopiero wiosną 1945 r. lokalne oddziały partyzanckie, które przeszły reorganizację, a często połączyły się w większe oddziały, mogły przejść do nowych działań zaczepnych. Co istotne, zostały one zasilone przez żołnierzy pochodzących z rozbitej 27 Wołyńskiej dywizji AK, co pozwoliło w pewnej skali zniwelować wcześniejsze straty osobowe.

W tym czasie powstają nowe konspiracyjne grupy zbrojne uznające zwierzchnictwo rządu londyńskiego: ,,Marsa”, ,,Jaremy” i ,,Zagłoby”, oraz należące do Narodowych Sił Zbrojnych: ,,Szarego”, ,,Sokoła”, ,,Jacka” i ,,Romana”. Jednak największą aktywność na tym terenie przejawiał oddział dowodzony przez Tadeusza Bychowskiego ps. ,,Sęp”, w którym kluczową rolę odgrywał Leon Taraszkiewicz ps. ,,Jastrząb”, oprócz niego w jego skład wchodzili m.in.: Jan Adam Ciepałowicz ps. ,,Vis”, Stefan Karczewski ps. ,,Lech”, Stefan Bielawski ps. ,,Barabasz” i Eugeniusz Jarecki ps. ,,Krogulec”. W kwietniu 1945 r. do oddziału dołącza grupa byłego komendanta rejonowego AK Klemensa Panasiuka ps. ,,Orlis”, a miesiąc później oddział Feliksa Majewskiego ps. ,,Róg”.

Pierwszą akcją tego zgrupowania był atak na posterunek milicji w Wytycznie w maju 1945 r. Przeprowadzają ją grupy ,,Orlisa” i ,,Roga”. Obiekt został opanowany bez wystrzału, załogę rozbrojono, a całą znajdującą się tam broń zabrano. Kolejna akcja miała miejsce w dniu 2 czerwca, a celem był posterunek Milicji Obywatelskiej w Sosnowicy. Tym razem dowódcą był Leon Taraszkiewicz. Niestety nie obyło się bez rozlewu krwi. W ataku zginął komendant posterunku Stefan Łuć, a także dwaj funkcjonariusze Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego z Włodawy: Jan Chilimoniuk i Piotr Zając, a ranni zostali Mikołaj Dmitruk i Bazyli Koperczuk. Grupie ,,Jastrzębia” udało się jeszcze rozbroić wezwanych przez milicjantów na pomoc ormowców z Pieszowoli. Następnie cały oddział wycofał się do Kolonii Olszowo. W miejscowości tej u Heleny Brzyskiej i Heleny Sułkowskiej były stałe kwatery ,,Jastrzębia” i ,,Orlisa”, a także około 20 ich ludzi.

Egzystencja partyzantów to oczywiście nie tylko akcje bojowe. Właściwie to stanowiły one jedynie przerywnik w codziennych trudach związanych ze zdobyciem prowiantu, patrolowaniu najbliższej okolicy i próbowaniu pozostania niezauważonym, czy to przez ,,niezaangażowanych” miejscowych, czy przez siły bezpieczeństwa. Oczywiście były od tego wyjątki, jak romans Jana Adama Ciepałowicza ps. ,,Vis” z Czesławą Jedynakówną, która w niedługim czasie została jego żoną. Zmniejszanie się liczby żołnierzy podziemia niepodległościowego nie wynikało jedynie z ofiar ponoszonych w walce. Część żołnierzy wobec braku działań podejmowanych przez państwa Zachodnie na rzecz wolnej Polski, rezygnowała sama z trudnej działalności partyzanckiej. Oczywiście o ile mogli i mieli dokąd wrócić. Na podejmowanie tych decyzji duży wpływ miały amnestie ogłaszane przez komunistyczne władze. Pierwsza z nich była latem 1945 r., druga na początku 1947 r. Za ich pomocą władze dezorganizowały działania podziemia niepodległościowego. Oczywiście obietnic amnestii nie dotrzymywano. Ujawniających się członków podziemia poddawano wnikliwym przesłuchaniom, a następnie represjom. Zdobytą w ten sposób wiedzę wykorzystywano przecinko wciąż ukrywającym się żołnierzom sił antykomunistycznych.

Oczywiście wszystkie akcje podziemia niosły ze sobą następstwa w postaci kontrakcji UB. Tragicznie zakończyła się jedna z nich na gajówkę Czortówna w dniu 12 czerwca 1945 r. Od kul polegli wówczas Stefan Karczewski ps. ,,Lech” i Tadeusz Bychowski ps. ,,Sęp”. W tym samym czasie dowództwo całego oddziału obejmuje Leon Taraszkiewicz, do którego dołączył jego brat Edward ps. ,,Grot”, znany bardziej pod swym późniejszym pseudonimem ,,Żelazny”.

Latem 1945 r. zmienia się charakter działań wymierzonych w nowe władze. Od tego czasu za cel swoich działań niepodległościowe podziemie bierze wysokiej rangi przedstawicieli władz bezpieczeństwa, czy konfidentów UB, jak chociażby Stanisława Marcinkowskiego.

W dniu 3 września 1945 r. tutejsze grupy bojowe zostały włączone do nowopowstałej tajnej organizacji ,,Wolność i Niezawisłość” (WiN). Dowódcą obwodu został kpt. Zygmunt Szumowski ps. ,,Komar”, a jego zastępcą Klemens Panasiuk. Z kolei Leon Taraszkiewicz został dowódcą oddziału lotnego, a komendantem rejonu Wola Wereszczyńska i Wołoskowola był Feliks Majewski.

Kolejna fala aktywności oddziałów podziemia niepodległościowego przypadła na zimę 1946 r. W styczniu oddział ,,Jastrzębia” przeprowadził akcję przeciwko ludności ukraińskiej w Zienkach i Górkach, która aktywnie wspierała oddziały UPA. Oprócz tego ten sam dowódca i jego oddział zdobywa posterunek milicji w Sosnowicy. W lutym z kolei stacza dwie potyczki w Wielkim Łanie i Łowiszowie z oddziałami Ludowego Wojska Polskiego, które zostało przysłane na te tereny w celu pacyfikacji oddziałów antykomunistycznych. W marcu wojsko przeprowadziło na szeroką skalę akcję przeciwko grupom WiN. Do potyczek dochodzi m.in. w miejscowości Załucze, Grabniak i Jagodno. W odpowiedzi na to w Wołoskowoli podziemie likwiduje powiatowego sekretarza Polskiej Partii Robotniczej.

Najbardziej tragiczny epizod walk podziemia niepodległościowego w drugiej połowie lat czterdziestych miał miejsce w okresie świąt Bożego Narodzenia 1946 r. Z tej okazji ,,Jastrząb” dał członkom swojego oddziału ,,urlop”, aby mogli oni spędzić ten czas ze swoimi rodzinami. Z kolei on sam, ,,Żelazny” i około 10 ich ludzi: ,,Ryś", „Słoń", „Bolek-Łapka", „Smukły", „Żak", „Lew", „Szakal", „Sokół II", „Krzewina" i „Kozioł", postanowili spędzić święta u zaufanej rodzinny Zielińskich w Woli Wereszczyńskiej. Na skutek zdrady dokonanej przez jednego z członków oddziału Bolesława Koniecznego ps. ,,Orzełek” dom Zielińskich został w dniu 24 grudnia otoczony przez specjalnie ściągnięty do tej akcji oddział Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego. Podczas obławy zginęli Zdzisław Kogut ps. ,,Ryś” i Stefan Milaniuk ps. ,,Słoń”. Z kolei Albin Bojczuk ps. ,,Lew” pomimo odniesionych ran zdołał się wydostać wraz z pozostałymi członkami oddziału z okrążenia, gospodarstwo Zielińskich spłonęło, a cała akcja w pamięci miejscowych zyskała sobie miano ,,krwawej niedzieli”. O ile Leonowi Taraszkiewiczowi w Wigilię udało ujść się z życiem, to nie miał on już tyle szczęścia dnia 3 stycznia 1947 r. w Siemieniu. Ponownie został on wówczas zdradzony przez podwładnego z oddziału ,,Bolka-Łapkę”, który sam zapłacił za swój czyn najwyższą karę, na rozkaz brata zabitego Edwarda Taraszkiewicza ,,Żelaznego”, który jednocześnie przejął dowództwo oddziału.

Po zakończeniu amnestii z 1947 przybrały na sile akcje władz państwowych wymierzone w ,,reakcyjne podziemie”. Latem 1947 r. w lesie w okolicy Sękowa zostaje otoczona przez oddział LWP grupa bojowa ,,Ordona”, który to ginie w walce. Jego żołnierze, którym udało się wydostać z okrążenia są w krótkim czasie eliminowani przez służby bezpieczeństwa. W listopadzie w Hańsku ginie ,,Sokół”, a w grudniu w kolonii Daleczkąt zostaje otoczony i zastrzelony Bogusław Zieliński ze wsi Lipniak.

Kres działalności zbrojnej podziemia antykomunistycznego na naszym terenie przyniósł rok 1951. Wiosną tego roku grupa ,,Żelaznego” podejmuje śmiałe działania wymierzone w konfidentów Urzędu Bezpieczeństwa i MO. Dnia 29 maja Taraszkiewicz ze swoimi ludźmi przeprowadzili akcję, która odbiła się szerokim echem w całym kraju. Na początku we wsi Dominiczyn wyeliminowany został Ludwik Czugała – przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie. Następnie w tej samej miejscowości Franciszek Hutkowski, przewodniczący spółdzielni produkcyjnej, a także Hipolit Tomaszewski, współpracownik UB. Następnie żołnierze podziemia udali się zarekwirowanymi samochodami do Woli Wereszczyńskiej, eliminując po drodze Hipolita Tomaszewskiego. W szkole w Woli wymierzyli kary fizyczne dwóm nauczycielkom – Danucie Szulc i Krystynie Litwińczuk, które za propagowanie nowego ustroju, pozdejmowanie w szkole krzyży i powieszenia w niej nowych godeł z orłem bez korony, zostały obite kijami. Oprócz tego na miejscowej poczcie poprzecinali przewody, w celu utrudnienia pościgu. Następnie cała grupa udała się na północny zachód. W Lejnie zastrzelili sołtysa tej wsi - Skoczylasa, a w Komarówce - Józefa Kosińskiego – współpracowników organów bezpieczeństwa.

Jak nietrudno się domyśleć ta śmiała akcja podziemia nie mogła ujść płazem. Miejscowi przedstawiciele władz wezwali pomoc w postaci oddziałów wojska i UB. Cały teren został objęty wnikliwym nadzorem i poddany przeszukiwaniom. Działania te w niedługim czasie przyniosły efekty. Oddział Taraszkiewicza został rozbity, a on sam wraz z trzema swoimi ludźmi podjął swoją ostatnią walkę w dniu 6 października 1951 r. Grupa ,,Żelaznego” została otoczona w Zbereżu nad Bugiem. Po nierównej walce z prawie tysiącem funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa Edward Taraszkiewicz został zabity wraz z jednym ze swoich towarzyszy Stanisławem Torbiczem ,,Kazikiem”. Dwaj pozostali jego podwładni zostali ujęci , a w czasie pokazowego procesu skazani na śmierć i straceni w 1953 r.

Opisując burzliwe powojenne lata trzeba wspomnieć jeszcze o ,,rozwiązaniu” kwestii ukraińskiej na tym terenie. Po przejściu frontu przez tereny Lubelszczyzny uaktywniły się nacjonalistyczne oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), przybywające na ten obszar ze wschodu. Biorąc pod uwagę, że Ukraińcy stanowili przed wojną prawie połowę ludności na tym obszarze, ich dowódcy ,,Maksym”, ,,Semen” czy ,,Czumak”, mogli liczyć na przychylność przynajmniej części miejscowych rodaków. Ich plany nie były bezpodstawne, skoro na początku 1947 r. oddział Jastrzębia przeprowadził akcję przeciwko ludności ukraińskiej z miejscowości Zienki i Górki. Powodem jej było sprzyjanie miejscowych UPA. Szczególnie narażona na ataki nacjonalistów była Sosnowica. W czerwcu 1946 r. zaatakowali oni posterunek milicji w tej miejscowości. Kolejny atak w tym samym miejscu miał miejsce we wrześniu 1947 r. Dopiero przeprowadzona na przełomie 1947 i 1948 r. akcja ,,Wisła”, pozwoliła na oczyszczenie tego obszaru z band UPA. Z drugiej jednak strony doprowadziła ona do wysiedlenia ludności ukraińskiej, która od wieków zamieszkiwała te tereny. W ten sposób Polesie Lubelskie, które przed wojną zamieszkiwał tygiel narodów i kultur stawał się monoetniczny.

Na zakończenie opisywania burzliwych lat powojennych warto wspomnieć jeszcze o jednym epizodzie związanym z wymuszonymi przez nową rzeczywistość relacjami polsko-sowieckimi. W dniach 7 i 8 grudnia 1950 r. władze dokonały ekshumacji żołnierzy KOP poległych w bitwie pod Wytycznem. Ich prochy zostały przeniesione do Włodawy i pochowane na tamtejszym cmentarzu wojskowym. Na chichot historii zakrawa fakt, że zostali oni złożeni obok swoich ,,kolegów” z pola walki tj. czerwonoarmistów, a cała prawda o owej bitwie została przez nową komunistyczną propagandę zakłamana. Utrzymywano w oficjalnej historiografii, że bitwa ta została stoczona z wojskami niemieckimi, a Armia Czerwona, która najechała 17 września Polskę, wypełniając najważniejszy punkt paktu Ribbentrop-Mołotow, szła wyzwalać Białorusinów i Ukraińców spod pręgierza ,,polskich panów”. Dopiero po 1989 r. cała prawda o wydarzeniach rozgrywających się na przełomie września i października 1939 r. w miejscowości Wytyczno mogła ponownie ujrzeć światło dzienne. Do tego prochy żołnierzy poległych w tym miejscu powróciły na swoje miejsce na początku lat 90-tych.