Historia rejonu PPN

Cechą charakterystyczną okresu powojennego regionu były migracje ludności i znaczny spadek jej liczby, przy jednoczesnym ujednoliceniu składu etnicznego. Przypomnieć należy, że jeszcze w czasie wojny Żydzi (ok. 17% mieszkańców tych terenów pod koniec lat 30-tych) zostali eksterminowani przez władze okupacyjne. Mniejszość niemiecka (ok. 15%) z kolei została przesiedlona na tereny Wielkopolski wcielone bezpośrednio do III Rzeszy w 1939 r. Ukraińcy, którzy dominowali na tym obszarze, przed wojną było ich ok. 45%, zostali przesiedleni w 1947 r. w ramach akcji ,,Wisła”. Tylko nielicznym przedstawicielom tej nacji, którzy zdecydowali się na konwersje na wiarę katolicką udało się pozostać. W ten sposób obszar ten, stanowiący przed wojną mozaikę kulturową stał się monoetniczny. Jednak co niezmiernie ważne, skutkiem powyższych działań był znaczny spadek liczby ludności. O ile jeszcze w 1946 r. gminę Wola Wereszczyńska zamieszkiwało ok. 6 tys. osób, to w 1949 r. było ich już jedynie 4736. Kolejne lata nie przyniosły poprawy w tej tendencji, a nawet kolejny nieznaczny spadek do 4579 mieszkańców w 1966 r. (w samej Woli Wereszczyńskiej w 1945 r. mieszkało 341 Ukraińców i 57 Polaków). Nie sprawdziły się więc przewidywania władz, że majątki poukraińskie przejmą repatrianci ze wschodu. Co prawda po wojnie przybywali oni na te tereny nawet dość licznie, jednak po zapoznaniu się z możliwościami uprawy ziemi, szybko podejmowali decyzje o wyjeździe dalej na zachód. Mało tego, gdy pojawiła się taka możliwość znaczna część miejscowych Polaków decydowała się migrować na Ziemie Odzyskane. W ten sposób wyludniła się m.in. osada Olszowo. W kolejnych latach miejscowa młodzież decydowała się na opuszczanie swoich rodzinnych miejscowości i przenoszenie się do szybko rozwijających się miast, gdzie szukała nadziei na lepszą pracę, własne mieszkanie i możliwość założenia rodzinny.

Chcąc odpowiedzieć na pytanie o powody tych wyjazdów należy przyjrzeć się lokalnej gospodarce. Obszar ten pozostawał terenem zdecydowanie rolniczym. Trudne warunki naturalne i przestarzałe metody gospodarowania miały największy wpływ na bardzo niską stopę życiową mieszkańców. Do tego wojenne kontrybucje na rzecz okupanta spowodowały znaczne zubożenie i tak niebogatej ludności. Tak więc nie ma się co dziwić dobrowolnym migracjom miejscowych. Powojenny stan rolnictwa przedstawiał się katastrofalnie. Brakowało ziarna na zasiewy. Gleby, na których gospodarowano, były słabe i wymagały - chcąc osiągnąć dobre plony - nawożenia nawozami sztucznymi, na które rolników nie było stać. Stan inwentarza żywego w czasie wojny został znacznie zmniejszony. Do tego 1/3 ziemi leżała odłogiem na skutek opuszczenia tych ziem przez Ukraińców. Władze chciały zaradzić temu rozwijając państwowe gospodarstwa rolne i co charakterystyczne dla regionu, również gospodarstwa rybackie. Niestety, ich wydajność pozostawiała wiele do życzenia. Do tego były one demoralizujące dla swoich pracowników. Nagminne były kradzieże i nadużywanie alkoholu w pracy.

Rozwój innych gałęzi gospodarki, jak np. handel i przemysł utrudniał brak dobrych dróg, przez co dotarcie do niektórych miejscowości w czasie wiosennych roztopów suchą stopą było niemożliwe. Oprócz tego duży wpływ miał brak elektryfikacji. Nie dość, że na tym terenie nie było żadnej cegielni, to jeszcze w pierwszych latach po wojnie nie funkcjonował żaden tartak. Potrzeby inwestycyjne były więc bardzo duże, jednak na wszystko brakowało funduszy. Dodatkowo, nowe władze obciążyły ludność szeregiem powinności i nowych obciążeń. Już w 1946 r. wprowadzono nowy ogólnopolski podatek tzw. ,,daninę narodową” zależną od obszaru gospodarstwa rolnego, który miał finansować zagospodarowanie Ziem Odzyskanych. Jeszcze bardziej ,,dokuczliwy” okazał się wprowadzony zaraz po wojnie podatek w ziemiopłodach, który w 1951 r. ewoluował w przymusowy obowiązek sprzedaży na rzecz państwa produktów rolnych (zboża, mięsa, mleka, ziemniaków) po odgórnie ustalonych cenach. Rolnicy z każdej miejscowości mieli wyznaczony kontyngent, który musieli dostarczyć. Choć obowiązki te nigdy nie były wykonywane w całości, to skutecznie wpływały na dochody rolników. Z tego powodu, co odważniejsi z nich ukrywali zboże, a nawet żywy inwentarz w specjalnie przygotowanych na ten cel kryjówkach. Czasem zdarzało się, że zabezpieczony w ten sposób majątek padał łupem złodziei. Dodatkowo gospodarze musieli przez 14 dni w roku pełnić służbę ,,samopomocy rolnej”. Owa pomoc była skierowana dla tych chłopów, którzy na skutek strat wojennych nie byli w stanie dokonać we właściwym czasie zasiewów, czy żniw. Wprowadzono również obowiązek ,,stójki konnej” tj. zapewnienia przewozu funkcjonariuszom służb publicznych, czy wywozu drewna z lasów państwowych. Oprócz tego wprowadzano podatki na konkretne cele. W 1948 r. wszyscy mieszkańcy byli zobowiązani do wpłacenia po 150 zł na budowę nowych szkół w okolicy.

Warunki materialne i naturalne, a do tego niska świadomość w sprawach higieny, miały swój wpływ na stan zdrowia okolicznych mieszkańców. Po wojnie największym zagrożeniem były choroby zakaźne, na które co prawda były szczepionki, ale z powodu biedy społeczeństwa i nowopowstałego państwa, ich zakup był niemożliwy. Dorosłym najbardziej doskwierały gruźlica, tyfus i koklusz. Dzieciom z kolei błonica, odra i zapalenie opon mózgowych. Plagę tych chorób dodatkowo podsycały migracje ludności, brak dostępu do placówek medycznych i kilkuletnie niedożywienie z okresu okupacji. Dopiero przeprowadzone w latach 50-tych szczepienia pozwoliły ograniczyć liczbę zachorowań. Wpływ na polepszenie stanu zdrowotności miał zlokalizowany w Urszulinie ośrodek zdrowia, który od połowy lat 50-tych znajdował się w byłym dworku Przybyszewskich, w którym w niedługim czasie zatrudniono na stałe lekarza. Do mniej poważnych dolegliwości, choć z pewnością bardziej uciążliwych, należał reumatyzm, na który z powodu dużej wilgotności tych terenów cierpiały wszystkie osoby starsze. Jeszcze kilka lat po wojnie dużym problemem były wszelakiego rodzaju niewybuchy, które często powodowały ciężkie urazy lub śmierć. Także przestarzałe narzędzia rolnicze i nieumiejętne posługiwanie się nimi, czasem pod wpływem alkoholu, powodowały wszelakiego rodzaju kontuzje. Z powodu ubóstwa raczono się głównie produkowanym w zaciszu domowym bimbrem, choć był to proceder zakazany przez władze. Nie mogły się bez samogonu obejść wszelkie święta rodzinne, czy państwowe. Niestety, powodował on również uzależnienia części lokalnej społeczności, wpływał na jakość wykonywanej pracy i był przyczyną wielu przestępstw.

Należy stwierdzić, że pierwsze lata po zakończeniu działań zbrojnych były tymi, w których proceder łamania prawa był najczęstszy. Wojenna i powojenna rzeczywistość, w której śmierć i wszechogarniająca bieda były na porządku dziennym, sprzyjały wypaczaniu ludzkich charakterów. Duża liczba wszelakich grup zbrojnych, które działały również po zakończeniu konfliktu światowego i pozyskiwały potrzebne im do egzystencji produkty (np. żywność), nierzadko w drodze przymusowych rekwizycji, czy mówiąc wprost rabunku, tylko tym tendencjom sprzyjało. Młodzież wyrosła w tych warunkach, pozbawiona możliwości nauki i czerpania wyższych wzorców, łatwo schodziła na ,,złą” drogę. Powyższe czynniki sprzyjały rozwojowi przestępczości. Łamanie prawa odbywało się na wszelkie możliwe sposoby. Od zakłócania porządku, przez kradzieże, po ciężkie obrażenia ciała i morderstwa. Demoralizacja społeczeństwa powodowała, że wszelkie obostrzenia władz, o ile możliwość tylko na to pozwalała, były obchodzone przez mieszkańców. Nieliczne siły porządkowe częściej były wykorzystywane w interesie politycznym nowej władzy, niż dla ochrony okolicznych mieszkańców. Aby zwalczać przestępczość ustalono obowiązek nocnych wart w poszczególnych miejscowościach, które pełnili ich mieszkańcy, co miało zapobiegać kradzieżom itp. Z biegiem czasu proceder ten stopniowo zmniejszał się, na co największy wpływ miała stabilizacja życia ludności i zwiększenie liczby funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa.

Stan infrastruktury pozostawił również wiele do życzenia. Z zdecydowana większość dróg była gruntowa, przez co w okresach złej pogody była trudna do przebycia. W nielicznych sklepach prowadzonych przez spółdzielnie gminne notorycznie brakowało towarów pierwszej potrzeby, a także narzędzi i części zamiennych do maszyn rolniczych. W pierwszych latach po wojnie wiele budynków w gospodarstwach wymagało pilnych remontów. Niewiele lepiej było z budynkami użyteczności publicznej, a najgorzej ze szkołami. Zakończenie wojny zastało szkolnictwo w regionie w opłakanym stanie. Budynki były zniszczone, a do tego brakowało kadry pedagogicznej. Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych uczono w prywatnych budynkach, które nie były do tego przystosowane. Sale lekcyjne były przepełnione, dzieciom doskwierało zimno z powodu dziurawych dachów i nieszczelnych okien. Do tego dochodził brak wyposażenia. Brakowało nie tylko książek, map, czy tablic, ale nie było nawet wystarczającej ilości ławek i krzesełek dla dzieci. Jednak, mimo tych wszystkich przeszkód, one same w zdecydowanej większości bardzo chętnie uczestniczyły w zajęciach. Same też podejmowały działania mające na celu pozyskanie funduszy na pomoce dydaktyczne. W tym celu organizowały m.in. biletowane przedstawienia. Sami rodzice również spieszyli często z pomocą chociażby w doraźnych remontach, choć w ich domach sytuacja nie była o wiele lepsza. Dopiero kilkanaście lat po wojnie oddano do użytku nowe szkoły (w 1956 r. w Woli Wereszczyńskiej, w 1960 r. w Urszulinie). Jednak od razu pojawiły się pierwsze problemy. Placówka w Urszulinie od razu okazała się za mała, natomiast w tej pierwszej już w 1960 r. należało wymienić dach i podłogi w salach lekcyjnych i na korytarzu. Generalny remont rozpoczął się w 1961 r. i trwał pięć lat.

Nowa powojenna rzeczywistość wpływała na zmiany w szkolnictwie. W kilka lat po wojnie zakazano nauki religii w szkołach i pozdejmowano krzyże z sal lekcyjnych. Dzieci musiały ponadto uczęszczać na zajęcia propagandowe z ustroju komunistycznego i pozytywów płynących z sojuszu ze Związkiem Radzieckim. Na podobne ,,kursy” musieli po wojnie uczęszczać również dorośli. Oprócz tego prowadzono dla nich lekcje czytania i pisania, walcząc w ten sposób z analfabetyzmem, co traktowano priorytetowo. Choć często zadawalano się tym, że osoba potrafiła się podpisać. Dzieci uczestniczyły w wielu zajęciach pozalekcyjnych. Uczniowie pomagali w okolicznych PGR-ach, zwalczali na polach stonkę ziemniaczaną, czy sprzątali okoliczne miejscowości. Ważną funkcje pełniły również szkolne biblioteki, z których korzystali także dorośli.

Podobnie, jak w przypadku szkolnictwa poprawa warunków następowała i w innych dziedzinach. Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych oddano do użytku drogi asfaltowe łączące m.in. Urszulin z Hańskiem i Sosnowicą, co miało duży wpływ na mobilność mieszkańców. W latach 1963-1983 przeprowadzono melioracje okolicznych terenów w ramach budowy kanału Wieprz-Krzna. Umożliwiło to lepsze użytkowanie łąk i pól, jednak dla środowiska okazało się to negatywne ze względu na osuszanie torfowisk, niezwykle cennych z przyrodniczego punktu widzenia. Jezioro Wytyckie powiększono i zmieniono w zbiornik retencyjny. Wiele pracy przy tych inwestycjach wykonali sami mieszkańcy. Pod koniec lat 60-tych zniesiono znienawidzone przez mieszkańców przymusowe dostawy kontyngentów płodów rolnych. W latach 1972-1990 w pobliżu regionu powstała kopalnia węgla kamiennego ,,Bogdanka” i nastąpiła eksploatacja węgla. Nie można nie wspomnieć o elektryfikacji, która odmieniła życie ludzi. Pierwszą miejscowością, która została podłączona do sieci wysokiego napięcia był w 1960 r. Urszulin. Do końca dekady właściwie wszystkie miejscowości tego regionu dostąpiły tego przywileju. W związku z tym szybko w domach pojawiły się radia, a w późniejszych latach telewizory i inne urządzenia elektryczne, choć na początku wzbudzały one nieufność, połączoną jednak z dużą ciekawością.

Pojawienie się tych ,,nowinek” technicznych zagrażało dotychczasowym metodom spędzania czasu wolnego. Póki co, miały się one jednak dobrze. W długie jesienno-zimowe wieczory, kiedy prace polowe były zakończone, było pod dostatkiem czasu, aby spotkać się ze znajomymi, czy sąsiadami, wymienić się informacjami z kraju, czy ze świata, czy po prostu poplotkować. Kobiety umawiały się w jednym z domów do wspólnych prac ,,kobiecych” jak darcie pierza. Mężczyźni z kolei spotykali się u jednego z gospodarzy, aby porozmawiać, często próbując przy tym sąsiedzkiego samogonu i paląc tytoń. Młodzież płci obojga spotykała się na tzw. wieczorynkach w którymś z domów. Ktoś przynosił skrzypce, inny akordeon i odbywały się tańce. Świetlic we wsiach nie było, więc spotykano się w domach prywatnych. Latem z kolei spotykano się nad licznymi w tym regionie jeziorami. Pływano, myto się i prano, łapano ryby w każdy możliwy sposób.

Od lat 60-tych powstają w regionie drużyny harcerskie, a niedługo potem coraz większą popularność zaczął zdobywać sport. Najczęściej grywano w piłkę nożną i siatkówkę. Z biegiem czasu wzrastała aktywizacja mieszkańców na polu społecznym. We wszystkich większych miejscowościach regionu powstawały Ochotnicze Straże Pożarne, a ich członkowie aktywnie pomagali innym w czasie klęsk żywiołowych. Panie z kolei zrzeszały się w Koła Gospodyń Wiejskich, krzewiąc kulturę regionalną i douczając się na specjalnych kursach. Gdy pojawiła się elektryczność, zbierano się, aby wspólnie posłuchać radia, a w kolejnych latach umawiano się na seanse filmowe np. w szkole w Urszulinie, gdzie najwcześniej pojawił się telewizor.

Hucznie obchodzono święta państwowe. Każdego 1 Maja i w rocznicę ogłoszenia manifestu komunistycznego 22 lipca, odbywały się w większych miejscowościach uroczyste pochody i odczyty wygłaszane przez miejscowych przedstawicieli władz, w których wychwalano ustrój komunistyczny i sojusz z ZSRR. Często towarzyszyły im orkiestry, a dzieci szkolne prezentowały ułożone na te okazje akademie. Po wszystkich świętach, bez względu na to czy państwowych, czy kościelnych oblężenie przeżywały miejsca w których można było konsumować alkohol. Szczególnie jedno z nich zdobyło sobie sławę na całą okolicę, a była nią restauracja ,,Urszulka” w Urszulinie. Jak na czasy socjalistyczne spełniała ona znakomicie rolę integracyjną całego społeczeństwa. Przy jej stolikach można było spotkać gminnych urzędników, chłopów, pracowników okolicznych PGR-ów, a także pospolitych pijaków. Co prawda były w niej dwa pomieszczenia (jedno dla bogatszych klientów, a drugie dla tych biedniejszych), ale przedzielone były jedynie kotarą, tak więc towarzystwo często się ze sobą mieszało, a w powietrzu latały nie tylko niecenzuralne słowa, ale również butelki i pięści. Tak więc miejsce to dodawało miejscowości sporo kolorytu i na długie lata zapisało się w pamięci miejscowych. Drugim takim miejscem, w którym spotykali się mieszkańcy regionu był piątkowy targ w Urszulinie. Już w latach 60-tych można było na nim kupić produkty rolne okolicznych rolników. Od początku kolejnej dekady przyjeżdżało tu coraz więcej handlujących z innych regionów Lubelszczyzny. Szybko też pojawiły się na nim nowe produkty, jak zwierzęta hodowlane, odzież, czy narzędzia rolnicze. Nierzadko każdą udaną transakcje szło się uczcić właśnie do ,,Urszulki”.

W latach 70-tych coraz częściej zaczęto doceniać walory przyrodnicze regionu. Tereny te zaczęło odwiedzać coraz więcej turystów, a nad okolicznymi jeziorami m.in. Piaseczno i Zagłębocze powstawały ośrodki wypoczynkowe. Same władze także zauważyły potencjał natury w regionie W latach 1966-1982 utworzono cztery rezerwaty przyrody (Durne Bagno, Jezioro Moszne, Jezioro Długie i Torfowisko Orłowskie), a w 1983 r. powstał Poleski Park Krajobrazowy. W końcu, po wielu latach starań w 1990 r. powołano do życia Poleski Park Narodowy. Pierwszy w Polsce park o charakterze wodno-torfowiskowym, który ma za zadanie ochronę unikalnej przyrody tego regionu.

Po 1989 r. i wprowadzeniu zasad gospodarki kapitalistycznej otworzyły się przed miejscową ludnością nowe możliwości. W latach 90-tych zaczęło powstawać coraz więcej placówek handlowych, drobnych zakładów budowlanych i rzemieślniczych, a także coraz prężniej rozwijała się agroturystyka. Zamiast walczyć z przyrodą, zaczęto wykorzystywać jej potencjał dla dobra miejscowej ludności i upatrywać w niej możliwości rozwoju.